Podróże

Dookoła Na Okrągło

8 grudnia 2017

Nie ma znaczenia pogoda i pora roku. Czujemy się tu jak u siebie.
Jak przez mgłę pamiętam nasze pierwsze spotkania. Na pewno wpływ na to miał ich charakter. Zaczynały się dobrze, a kończyły jak zwykle. Popijawa z kumplami z podstawówki. Oblewanie lanego poniedziałku. Degustacja egzotycznych specjałów z drugiego krańca Europy. Pojedyncze, spontaniczne wizyty. Niekontrolowane przejażdżki. To mglista przeszłość, kryjąca się w pomroce dziejów. Zwłaszcza, że na Młynku jest gdzie się skryć.

#pomojemu

 
Dziś sprawa wygląda zupełnie inaczej. Pod każdym względem. Miejsce spontaniczności zastąpiła systematyczność. Miejsce dekadencji zastąpił rozwój. Miejsce kumpli zastąpili rodzina i przyjaciele. Z urywanych, nieplanowanych spotkań, wizyty na Młynku weszły na stałe w rozkład naszego czasu. Co się zmieniło? Wszystko. My, nasze cele, priorytety, styl życia. Odkąd zaczęliśmy biegać, park odwiedzamy regularnie wykorzystując jego teren jako doskonałe miejsce na spokojny trening. Zmienił się wreszcie sam park. Z zapomnianego, zagubionego pod sam koniec globusa miejsca w…

#aaafaktycznie

 
Historii samego parku nie znam. Nie znalazłem w internecie zbyt wielu faktów o jego powstaniu i rozwoju. Urywane fragmenty, porozrzucane w rożnych miejscach, które trudno bez źródeł skleić w spójną całość. Nie będę tego zresztą próbował zrobić. Nie w tym rzecz. W moich oczach park na młynku był miejscem, które odwiedzałem chętnie tylko w kontekście upojenia. Przez lata zaniedbywany, nie stwarzał warunków do przyjemnego spędzania czasu. Krzywe, połamane ławki, zakrzaczony brzeg stawu, alejki tonące w błocie, nieprzyjemny zapach, koszmarny dojazd, zdemolowana wiata w zaroślach. Brak na braku. Jedynym argumentem za był spory zbiornik wodny, wokół którego można było zatopić się w przepastnych chaszczach i bocznych odnogach głównych alejek.

Zmiany nie nastąpiły nagle. Mogę je jednak śmiało umiejscowić między w mgnieniu oka, a z dnia na dzień. W ciągu kilkunastu dosłownie miesięcy park z nieprzyjemnego miejsca zmienił się w nasze ulubione miejsce. Jak z nieba spadł w samo jego centrum genialny plac zabaw, nowe, gładkie i suche alejki, wygodne i ładne ławki, ciężkie, wygodne stoliki, ogólnodostępne grille, wyposażone w pojemniki na gorący popiół, siłownia na świeżym powietrzu, park linowy. Modernizacja dotknęła nawet linię brzegową zbiornika i odnogi głównych arterii spacerowych.

Modernizacja nie zabrała jednak Młynkowi jego pierwotnego charakteru. Jest tu teraz ładnie i nawet nieco pod linijkę, ale nadal kuluarowo, zacisznie, nieco tajemniczo i dyskretnie. Młynek nie stracił nic ze swojego dzikiego, leśno, mokradłowego charakteru. Olechówka nadal gdzieniegdzie się rozlewa, a gęste krzaki skutecznie chronią ciszę od miejskiego zgiełku. Nocą nie każda alejka jest oświetlona. Gdzieniegdzie mrok skrywa szczegóły, pozostawiając je pod osłoną kształtu.

#saywhat?

 
Nie sposób, będąc w parku nie trafić na wielki kamień, stojący w jego wschodniej części. Na samym końcu. Głaz jest o tyle tajemniczy, że nosi na sobie ślady tablicy, której w tym momencie już nie ma. Za to jest napis. Wyryta w nim data 23.08.1932. Co ona oznacza? Nie mam pojęcia. Ale jak głosi legenda sam kamień ma tego znaczenia aż za dużo.
 

Kamień upamiętnia wizytę w tym miejscu towarzysza „Ludwika” – Władysława Gomułkę, ówczesnego delegata Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Polski, który zachęcał łodzian do strajku. Miejsce to okazało się pechowe dla Gomułki ponieważ podczas wiecu został postrzelony przez policjanta. (http://www.polskaniezwykla.pl/web/place/45902,lodz-historia-zaznaczona-kamieniem.html)

 
Ile w tym prawdy? Nie wiem. Złośliwi nadal twierdzą, że kamień postawiono na pamiątkę tego, że obywatel G. nie ucierpiał zbytnio w wyniku postrzału.

#atociekawe

 

  • Nie ma tu bunkrów, ani schronów.
  • Zbiornik wodny istnieje tylko wiosną, latem i jesienią. Zimą woda jest spuszczana.
  • Przez park przepływa rzeka Olechówka.
  • Chodnik dookoła parku tworzy pętlę o długości ok 1km.
  • W zbiorniku znaleźć można ryby. W tym karpie koi.
  • Na zbiorniku jest wyspa.
  • Obok parku jest ulica Młynek.

 

#gdzieto?

 

#noico?

 
Odkąd mieszkamy niedaleko, odwiedzamy park na Młynku przynajmniej raz w tygodniu. Na palcach jednej ręki można policzyć tygodnie bez wizyty w tym miejscu. Nie ma znaczenia pogoda i pora roku. Czujemy się tu jak u siebie. Nasze dziecko zna to miejsce niemalże od urodzenia. Bieganie po parku, pomijając kwestie dystansu, jest czystą przyjemnością. Nawet na tak krótkim odcinku krajobraz zmienia się kilkakrotnie. Nawet w godzinach szczytu uliczny hałas nie zakłóca rytmu kroków, a tłok nie przeszkadza w pokonywaniu kolejnych okrążeń. I kolejnych. I kolejnych. Jak chomik. W kółko.