Bieganie

Dziecek Run Part Two

21 listopada 2017
Bez stresu. Bez presji. Na pozycji bez znaczenia.
W marcu 2015, w Parku Podolskim, na pograniczu dwóch łódzkich osiedli, Zarzew i Dąbrowa, rozległo się ciężkie dudnienie kroków. Towarzyszyło mu sapanie i odgłos serca, wyrywającego się z piersi. Wycie serca. Wkrótce dołączyły do niego inne odgłosy. Kroki kolejnej, tym razem lżejszej, osoby. Potem kolejne, kolejnej. Jeszcze lżejszej.

Od tamtego czasu bieganie powoli wkradło się w nasz czas. Zaczęło go zabierać i zostawić po sobie mnóstwo radości. Jeszcze więcej satysfakcji. Jak obiecałem, wracam do tematu. Tym razem bez nudnej teorii, za to z samą praktyką.  Z garścią przykładów, których nie poukładałem chronologicznie, które można dowolnie przekładać, które nie są planem, bo planu nigdy nie było. Są za to nasze. Wyjęte bez znieczulenia z naszej autopsji

#daszradęmamo

 
Nie umiem policzyć i wymienić wszystkich biegów, w których synek nam kibicował. Pierwszym był wstęp żony na wybiegu w Warszawie. Pokonywała wtedy pierwszy w swoim życiu półmaraton, my, stojąc po drugiej stronie barierki zdarliśmy gardła, klaskaniem mając obrzękłe prawice. W ruch poszły wuwzele, klaskaczki, gwizdki ustne, klaskacze dłoniowe, transparenty, brak umiaru i przesada. Liczne powtórzenia z wariacjami weszły w stały repertuar występów naszego młodego solisty. Niekontrolowana radość: Level Master.

#jateż

 
Nie trzeba było czekać długo na efekty. Gdy padło to najważniejsze pytanie, synek bez wahania odpowiedział na nie Tak. Bezpośrednią przyczyną była dekoracja dzieci, które brały udział w cyklu biegów. Nie mogło to umknąć uwadze młodego, ambitnego biegacza. Żona zaczęła zabierać go na krótkie, niezbyt męczące treningi. Kilkaset metrów biegu. Kilkaset marszu. Kilka powtórzeń. Rozciąganie. Słodka niespodzianka. Oczywiście w nowych, specjalnie przeznaczonych do biegania butach, samodzielnie wybranej koszulce, spodenkach, czapce i dopasowanych skarpetach. Trening to trening. Ściemy nie ma.

#damradęmamo

 
Dziś ścianę w pokoiku zdobi wypełniony wieszak na medale. Część z nich, ta większa, to te które zawisły na piersi synka tuż za metą. Samodzielne biegi były tylko kwestią czasu. Stanęły bardzo szybko na jego drodze i od razu przypadły mu do gustu. Pozbawione stresu, naszej presji, ukończone na pozycji bez znaczenia. Zwłaszcza odkąd założyliśmy mu konto na Endo i zaczęliśmy na zawody pożyczać nasze rejestratory GPS. Dobry truck zmiękcza każdego.

#jateż2

 
Synek nie jest w stanie, a my mamy świadomość że mu nie wolno, pokonać pięciu czy dziesięciu kilometrów. Za to może je spokojnie przejechać. Na rowerze lub hulajnodze. Krótki wypad za miasto, wspólna przejażdżka rozklekotanym autobusem, pogaduchy o mineconie, czitach, Szendim i Hirobrajnie. Wreszcie ucieczka przed biegnącym rodzicem. Bonus? Garść żelków o smaku koli, pół butelki wody i kolejny truck do kolekcji.

#jestęwolontjueszę

 
Za duża pomarańczowa kamizelka, rozpędzony tłum wycieńczonych półmaratończyków i wielki uśmiech. Zazwyczaj niechętny do współpracy synek uruchomił wszystkie swoje pokłady chęci do współpracy. Na kilka godzin stał się jednym z najbardziej aktywnych wolontariuszy jakich widziałem na biegu. Drugi raz nie trzeba było mu dwa razy powtarzać.

#nietylkodlasiebie

 
Jeżeli przykład idzie z góry, to na ten etap tez nie musieliśmy długo czekać. Łączenie biegania z pomaganiem jest wpisane na stałe w historię biegania mojej żony. Synek poszedł w ślady mamy. Biega, wpłaca pieniądze. To bardzo dużo. To przecież początek i kształtowanie sposobu myślenia: nie tylko dla siebie.

#jateż3

 
Kibicowanie, wolontariat, treningi, zabawa biegowa, startowanie w zawodach, bieganie charytatywne… Czy coś jeszcze można zrobić, by zachęcić dziecko, dać mu poczucie, że robi coś ważnego i że jest częścią większej niż rodzina społeczności? Nasi znajomi są jego znajomymi, spontanicznie poznaje inne biegające dzieci na zawodach… Czy coś jeszcze? Moja żona znalazła taki sposób. To udział w grupowych treningach z udziałem zawodowca. Treneira we własnej osobie. Osoby, która z mitycznej postaci kreującej styl biegania jego mamy staje się żywym człowiekiem. Jego pierwszym widzianym na własne oczy profesjonalistą. Awesome!

Wpis nie wyczerpuje tematu i nie zawiera wszystkich przykładów. Te, które podałem to tylko te, które spotkały nas do tej pory. Biegamy jako rodzina zaledwie dwa lata. przed nami jeszcze tyle do przeżycia. Tyle do wykorzystania. Specjalnie używam tego zwrotu, gdyż uważam, że nie do końca byliśmy kreatorami tych wydarzeń. Uczestniczyliśmy raczej w wykorzystywaniu niż w tworzeniu okoliczności.Udział w biegu, wolontariat, praca charytatywna to możliwości, które pojawiają się i będą pojawiały na każdym kroku. Naszą rolą jest tylko informować o nich synka poprzez nasze w nich uczestnictwo. Decyzja należy przecież ostatecznie do niego. Bo dziecko, choć coraz starsze i mądrzejsze, nadal nie słucha. Nadal, przede wszystkim, naśladuje.

  • Chlip 💙

    • Paulina Soból-Hara

      no dokładnie, właśnie ryczę 🙂

      • Dziękuję Paulinko! W życiu bym nie podejrzewał, że tak zareagujesz na ten tekst! Szczerze? Miało być satyrycznie 😀 Bardzo dziękuję 🙂

    • <3

  • Mari Marina

    Podziwiam wszystkich, którzy bieganie potrafią zamienic pasje i hobby. Ja nie potrafię sie do tego przekonać..

    • No i super 🙂 Bieganie to tylko jeden z nieskończonej liczby sposobów na spędzani wolnego czasu 🙂

  • Pamela Moskalik

    Ale świetnie , też chciałabym tak biegać, ale nie mogę się przemóc. Jedynie lubię biegać na bieżni 🙂

    • No przecież bieganie to bieganie. Jeśli używasz bieżni to znaczy, że taką podejmujesz decyzję. Jako biegaczka. Reszta przyjdzie z czasem, albo i nie 😀 Kogo to? 😛

  • Anna Karo

    bardzo bardzo fajnie, że macie wspólne pasje i ze potrafiliście zarazić nimi dziecko. Ja nie biegałam i zapewniam że biegać nie będę, ale zawsze podziwiam biegaczy zwłaszcza przy minus 10 😉

    • A tu Cię zaskoczę. Przy minus 10 biega się doskonale. Powietrze jest genialne. Nie ma wilgoci. Zazwyczaj jest słonecznie. To tylko kwestia ubrania. Nie wolno ubrać się za ciepło. Ja przy -15 czuję się najlepiej 🙂

  • Super fajna opcja na spędzanie czasu wolnego 🙂

    • Bardzo fajna. Spełnienie naszego wielkiego marzenia. Zaraz po turystyce górskiej 😀

  • Olga Dąbrowska

    Fajnie rozbudzić w dziecku taką pasję!

    • Bardzo fajnie. Zwłaszcza, że sam ją kontynuuje 😀 Pozdrawiam!

  • Przykład idzie z góry ale jednak niektórzy są na niego odporni;) Dlatego gratuluję świetnego synka – nie tylko aktywny ale i wrażliwy na potrzeby innych. Brawo!

  • Marta Korotko

    Najważniejsze to mieć swoją pasję i jednocześnie dzielić ją z najbliższymi! U nas wygrywają rowery, staramy się od małego zarazić naszą córkę miłością do nich i mamy nadzieję, że złapie bakcyla 🙂

    • Rowery też były w planie, ale nie mamy gdzie ich trzymać 😀 Dlatego stanęło na bieganiu. Trzymam kciuki! Pozdrawiam!

  • Dee Lukasik

    Brawo, gratulacje. To sie nazywa dobry przykład dla młodego pokolenia. Cudownie

  • Ten medal „kids run” jest przeuroczy!

    • Prawda 🙂 Większość medali dla dzieci jest ładna ale zdarzają sietak komiczne pomyłki że wstyd dziecku na szyję zakładać 🙂

  • Fantastycznie, że Młody tak się angażuje, ale tak jak napisałeś, widzi to co Wy robicie i chce być taki jak Wy 🙂 Fajna rodzinka z Was 🙂

    • Dzieki Renatko! Staramy sie 🙂 Pozdrowienia od Wszystkich!

  • Super mieć taką rodzinną pasję. Ja biegam, jeżdżę na rolkach i w skrytości serca marzę aby zarazić tym synka;-)

    • Dzieki! Myśle ze skoro sama cos robisz do masz szanse zarazić tym dziecko. Jak nie robisz tonie nasz szansy. A to czy dziecko wybierze to juz nie zależy od nas 🙂 Pozdrawiam!

  • Świetna sprawa – całą rodzinę połączyła wspólna pasja! To się nazywa pokazać dziecku, co znaczy zdrowy styl życia!

    • Dzięki Moniko! W sumie to trudni byłoby to przed nim ukryć 😛 Fajnie ze sie jara. Zobaczymy co bedzie za 5 lat 🙂 Pozdrawiam!

  • Fantastyczne przeniesienie dobrych wzorców, jak mocno stabilizuje się w charakterze dziecka, więcej znaczy niż tysiące słów. 🙂