Lifestyle

Jestem Blogerem.

4 października 2017
Bloger pozornie nie różni się specjalnie od większości ogarniętych jakąś pasją ludzi.
Wchodzimy do jednej z setek warszawskich kawiarenek. Kilka dorosłych osób, wielki biały pies. Dopiero co ukończyliśmy bieg. Jesteśmy zmęczeni. Uśmiechnięci. Gwarni. Nie możemy doczekać się kawy. Sieciówka. Jedna z naszych ulubionych.

Doskonale znane menu. Atmosfera przesiąknięta zapachem kawy, spienionego mleka, cynamonu, karmelu. Nie zastanawiamy się nad wyborem. Każdy z nas ma swój już dawno podjęty. W rogu sali, przy wieloosobowym stoliku jedna, wpatrzona w ekran drogiego laptopa, za słuchawkami na uszach. Nie zwraca uwagi nawet na wielkiego białego psa. Bloger – pomyślałem. Wszystko pasowało idealnie.

bloger pozornie nie różni się specjalnie od większości ogarniętych jakąś pasja ludzi. (…) Bloger ma jednak jedną ważną cechę, która sprawia, że jest ze wszech miar wyjątkowy. To chęć, albo raczej niedające wręcz spokoju pragnienie wychodzenia na zewnątrz.
  • Dziesiątki, setki kaw wypitych przy stolikach w modnych kawiarniach.
  • Zadeklarowana alienacja.
  • Brak stałego miejsca zatrudnienia.
  • Nadmiar ilości wolnego czasu.
  • Drogi sprzęt.
  • Drogie ciuchy.
  • Zachwiane poczucie przynależności do jakiejkolwiek grupy społecznej.

 

To cechy, którymi obdarzałem blogera. Niezależnie od płci, rasy, wieku, narodowości czy wykształcania. Tak postrzegałem blogera i blogowanie, gdyż opierałem tą czynność na wartości związanych z nią przedmiotów oraz skuteczności z jaka izoluje się od rzeczywistości. Teraz wiem, że sprawa wygląda zupełnie inaczej. Nie najnowszy smartfon zdobi blogera. Nie zbyt droga kawa w snobistycznej kawiarni. Nie za luźne, lub za ciasne spodnie. Nawet nie szczupła sylwetka i szatański błysk w oku. Miarą bloger lub raczej podstawą tego czy jestem nim lub nie jest tylko i wyłącznie to co, a nie jak i czym mam do powiedzenia.

Dziś zaczynam prowadzenie drugiego bloga. Pierwszy powstał z potrzeby serca i żołądka. Ten z potrzeby żołądka i umysłu. Dlaczego? Bo pomimo ponad dwóch lat intensywnej pracy nad każdym tekstem nadal odczuwam niesłabnący głód tworzenia i dzielenia się moją pracą. Nie wyobrażam sobie zakopywać napisanych tekstów w otchłani szuflad. Nie wyobrażam sobie nie spisywać rodzących się pomysłów. Nie wyobrażam sobie inaczej spędzać wolnego czasu. Nie wyobrażam sobie nie spijać śmietanki pochwał i superlatyw. To silniejsze ode mnie.

Bloger to osoba barwna i wielowymiarowa. Poświęcająca się z wielkim zaangażowaniem swojej pasji, którą w wielkim uogólnieniu jest zachwyt lub zaduma nad życiem. Charakteryzująca się wnikliwością i aptekarską wręcz dokładnością. Niejednokrotnie bez skrupułów używająca cynizmu, ironii czy wieloznaczności. Jest przy tym osobą żyjącą jakby na krawędzi rzeczywistości. Przy całym swoim skupieniu na teraźniejszości i stąpaniu twardo po ziemi, buja w obłokach, chętnie poddaje się emocjom lub szalonym ideom. Posiada wielką wyobraźnię i czerpie z niej pełnymi garściami.

Czy jestem blogerem? Takim z krwi i kości. Człowiekiem, który spełnia warunki powyższej definicji? Zdecydowanie tak. Definicję blogera stworzyłem sam na swoje własne potrzeby i okazało się, że doskonale do niej pasuję. Zwłaszcza, że do wspominanego powyżej niedającego spokoju pragnienia dodałbym jeszcze jedną ważną cechę: uzależnienie. Tak, jestem uzależniony. Jest ono tak jest tak silne, że gdy podejmowałem decyzję o dalszych losach mojego blogowania nie widziałem żadnej innej możliwości niż dalszy rozwój.

  • Mam stałą pracę.
  • Cierpię na notoryczny brak wolnego czasu.
  • Zbyt drogą kawę muszę planować i tworzyć na nią oszczędności.
  • Teksty piszę na nieco przestarzałym komputerze stacjonarnym bez wyrazistego logo.
  • Ubieram się staroświecko, w promocje, w uniwersale.
  • Chodzę do osiedlowego damsko-męskiego, a nie do francuskiego w centrum.
  • Mam jedną parę kiksów, a mój smartfon przestał być najnowszy dokładnie sześć lat temu.

 

Ale robię zdjęcia jedzeniu. Piciu zresztą też i nie umiem trzymać języka za zębami. To bez znaczenia, bo przede wszystkim piszę. Piszę, bo mam na tyle oleju w głowie, że nie pozostawiam w sobie tego, co w niej powstaje. Piszę bo nie umiem odpuścić. Nie umiem inaczej. W końcu jestem blogerem.

Zgłodniałeś? Łap link do Powoli. Po Prostu. Kuchnia w zwolnionym tempie.