Bieganie

Jestem Królem!

22 października 2017
Tak naprawdę, zdobycie korony nigdy mnie nie interesowało.
Moje bieganie nigdy nie miało wymiaru wyczynowego. Pod żadnym względem. Nie silę się na pokonywanie coraz dalej wytyczonych granic, czy przeskakiwanie coraz wyżej postawionych poprzeczek. Biegam bo lubię, bo chcę, bo jak nie będę biegał, to utyję. Aż tu nagle okazało się, że chcąc nie chcąc odniosłem niemały sukces. Zdobyłem moją własną, prywatną Koronę Półmaratonów.

W praktyce, tak naprawdę, zdobycie żadnej korony nigdy mnie nie interesowało. O tym, że taka możliwość w ogóle istnieje dowiedziałam się mimochodem, ale nie przyswoiłem tej informacji. Wyparłem ze świadomości, skupiając się na słuchaniu muzyki podczas biegu, a nie na patrzeniu na liczydło. Czas, dystans, różnice wysokości, ilość półmaratonów. To wszystko schodziło na drugi plan przy niskotonowym rytmie.

W tym czasie internet aż kipiał od Korony Półmaratonów. Znajomi pisali o tym wszędzie gdzie tylko się dało. Obiekt ich marzeń rozbrzmiewał nawet w moich małżeńskich relacjach, ale dopiero wczoraj uświadomiłem sobie, że brałem udział aż w trzech biegach, które są zaliczane do Korony Półmaratonów Polskich. Mało tego. Dopiero parę dni temu doliczyłem się, że od marca przebiegłem oficjalnie sześć półmaratonów. Mało brakowało, a byłby dziś posiadaczem dyplomu i dodatkowego medalu na podsumowanie. Dlaczego tego jednak nie zrobiłem?

Bo mnie interesuje bieganie samo w w sobie. Bieganie tam gdzie jeszcze nie biegałem. Tam gdzie jest ładnie. Tam gdzie mnie nogi poniosą. Tam gdzie można coś ciekawego zobaczyć. Tam gdzie można dużo zjeść. Czasami byle gdzie. A gdzie? Wszystko po kolei. Najpierw fakty.

12. PZU Półmaraton Warszawski

 

Historyczne wydarzenie. Rok wcześniej w tym samym miejscu Ewa pokonała swój pierwszy półmaraton. Ja kibicowałem. Wtedy zakochałem się w biegowej Warszawie. Teraz ta miłość rozgorzała na nowo. Zwłaszcza, że biegliśmy razem z Ewą. Wspaniała atmosfera. Świetna, świetnie przygotowana trasa. Najlepsi kibice, rozgrzewający biegaczy jak tylko się da i skąd się da. Starsza Pani krzycząca z okna, inna waląca laską w latarnię. Muzyka na każdym skrzyżowaniu. Nikt nie kazał mi spierdalać do Łagiewnik, ani biegać to schudnę. A było po czym. Karpatka w nagrodę wyrównała ujemny bilans kaloryczny. Czas: 2:18:00

5. PKO Nocny Wrocław Półmaraton

 

Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby próbować wcisnąć się w ten bieg. Pakiety startowe, znikające z prędkością dźwięku skutecznie mnie odstraszyły. Aż wygrałem jeden w konkursie zorganizowanym przez sponsora. Kocham Wrocław. Przed, po i  w trakcie. A w trakcie najbardziej. Poznanie stolicy Dolnego Śląska z perspektywy biegania środkiem największych ulic to niezapomniane wrażenie. Cały Nocny Wrocław biegł razem z nami. Sobotni wieczór zobowiązuje. No i ta meta na Stadionie Olimpijskim! W życiu nie zjadłem tylu kostek cukru. Czas: 2:20:26

5. PKO Półmaraton Wielka Pętla Izerska

 

Spełnienie biegowego marzenia. Ewy i mojego. Pierwszy bieg górski, przez nasz ukochane Góry Izerskie. To tu, w zaciszu leśnych duktów docierała się nasza miłość. Swobodny, pełen śmiechu i plotek biego-marsz pod trzynastokilometrową górkę. Świetna obsługa trasy. Dodatkowy punkt czerpania wody. Służby w zasięgu telefonów. Pełen komfort. Zdążyliśmy pogadać, porobić zdjęcia, podzwonić, obgadać sprawy z przyjaciółmi i do mety dotarliśmy trzymając się za ręce. Szkoda, że rocznicę ślubu mamy w Grudniu. Ten bieg byłby idealnym prezentem. Jak morze coli i obiad u cioci po. Czas: 2:38:52

Letni Bieg Piastów

 

No Girls Allowed! Mam przyjaciela, który potrafi przekonać mnie do wszystkiego jednym zdaniem. Biegniesz z nami? Przekonał mnie. Góry Izerskie od drugiej strony. Trasami narciarstwa biegowego. Po drodze słynny wypruwacz flaków Samolot. Bieganie na końcu ma tę zaletę, że większość trasy pokonałem sam. Tylko las, dukt i bas w słuchawkach. W tym czasie synek po raz pierwszy biegał charytatywnie, Ewa kibicowała wszystkim po kolei. A ja nie umiałem odmówić pięciolatkom, pomagającym na trasie. Wynik? Tabliczka czekolady, półtora banana, kilka kubków izotoniku i kolka na 18 kilometrze. Czas: 2:39:56

III Rockrun Jarocin

 

Nie lubię się powtarzać, więc przypomnę tylko: bezkonkurencyjny bieg. Nie bieg. Wydarzenie. Kreator naszych najlepszych wspomnień biegowych. Kreator genialnych wpisów – No Rzesz! RockRun Jarocin 2017 – Relacja. Czas: 2:16:16

4. PZU Półmaraton Królewski

 

Nie powinienem był startować w tym biegu. Ale jak zapłacone… Trudy trasy rekompensowała pięciokilometrowa pętla w zakolu Wisły, tuż pod samym Wawelem. Poza tym, walka z każdym metrem. Wyczerpany po antybiotyku i kłopotach żołądkowych, dużą część przespacerowałem. Na szczęście była słoneczna pogoda. Na szczęście towarzystwo przed, po i w trakcie nie zwiodło. Na szczęście meta w blasku fleszy. Na szczęście stoły były obficie zastawione. Czas: 2:40:54.

W następnym sezonie nie mam zamiaru dokończyć rozpoczętego dzieła. Nie mam w planach startu w wymaganych minimum pięciu biegach, zaliczanych do Korony Półmaratonów Polski. Mam zamiar pojechać tam gdzie mnie jeszcze nie było, odwiedzić stare śmieci, powtórzyć niejeden wyczyn i, pomimo deklaracji, mam zamiar przekroczyć kolejne granice. Zarówno wysokości jak i odległości. Dlaczego tak?

Zaliczanie Korony Półmaratonów Polski jest wyzwaniem nie tylko fizycznym ale i logistycznym i finansowym. Poza tym biegi te są z reguły bardzo oblegane i niezbyt kameralne. Nie mam nic przeciwko ogromnym imprezom, ale bardzo lubię nieduże, organizowane w niezwykłych miejscach spotkania biegowe. Nasz budżet domowy nie zakłada możliwości wyjazdu wszędzie tam, gdzie by nam się chciało. Alokujemy więc nasze środki z rozwagą, a w naszych planach nie kierujemy się ambicją. Przed nami: nasza ukochana Warszawa, Gdynia, Poznań, Jakuszyce, Szrenica, Jarocin i kto wie… Może znów wygram jakiś konkurs?

Post Scriptum

Na koniec zostawiłem najfajniejsze. Każdy bieg jest dla nas, niekiedy jedyną, okazją do spotkania się z naszymi biegowymi przyjaciółmi. Na co dzień z wieloma z nich w ogóle się nie widujemy. Cześć pochodzi z odległych miejsc polski, cześć jak my, zajmuje się swoimi sprawami. Stąd szczególne pozdrowienia dla: Agnieszki, Anny, Beaty, Doroty, Kasi, Kasi, Czcibora, Dominika, Grzegorza, Łukasza, Marcela, Mariusza, Mateusza, Waldka. Bez Was to byłyby tylko medale. Dzięki Wam to metalowe kartki z naszego wspólnego rodzinnego albumu.