Bieganie

No Rzesz!

25 września 2017
RockRun Jarocin to jeden z najlepszych biegów, w jakim kiedykolwiek starowaliśmy.
Po przekroczeniu mety nie mogłem uwierzyć w to co się właśnie wydarzyło. Serce rozrywało klatę, oddech przypominał agonalne charczenie, rozpędzone mięśnie wyły z udręki. Kolejny półmaraton, kolejny medal i czas lepszy od najlepszego o kolejne dwie minuty. Mój czas. Ona już dawno święciła triumfy. Skończyła o 5 minut wcześniej!

Plan był oczywiście zupełnie inny. Stanęliśmy na starcie, ramię w ramię, z podniesionymi głowami zamykając klasyfikację open. Przez moment wydawało mi się, że widzę w jej oczach lęk. Chwilę wcześniej powiedziałem, że być może na nią zaczekam, że najprawdopodobniej nie będę musiał, że w odróżnieniu od poprzedniego biegu nie musimy się o siebie martwić. Chwila ta trwała przez kolejną godzinę, jedną minutę, kilkanaście sekund. Pierwszy kilometr drugiej dziesiątki, zweryfikował wszystko.

W ubiegłym roku nie biegałem jeszcze półmaratonów. Wtedy pierwszy raz startowaliśmy w Jarocinie. Ona o mały włos nie przypłaciła tego utratą przytomności. Zawiódł wtedy pieprzony czynnik ludzki. Jej brak odporności na zbyt wysoką temperaturę, na słońce zbyt wysoko unoszące się ponad horyzontem. Zaplanowanie startu półmaratonu na samo południe było jedynym mankamentem biegu. Jej trzecie w życiu 21 zasługiwało ze wszech miar na podziw. Głównie ze względu na morderczy upał.

Tym razem stałem obok i roztaczałem wokół siebie aurę pobłażliwej troski. Tak na wszelki wypadek. Tym razem obawy były w pełni nieuzasadnione. Pogoda była po naszej stronie. Nawet jakby, jakimś cudem, horyzont się rozjaśnił, nie mieliśmy wątpliwości, że organizatorzy o wszystko zadbają. Organizatorzy i kibice. Przecież poprzednim razem niemalże każdy centymetr skąpanej w słońcu trasy był mokry od strażackich kurtyn wodnych, wody z ogródkowych węży czy dziecięcych psikawek. Ale nadal istniał pieprzony czynnik ludzki…

Przez pierwszą godzinę, jedną minutę i kilkanaście sekund łudziłem się, że nadaje rytm. Biegłem pierwszy, protekcjonalnie oglądając się od czasu do czasu za siebie. Zwolniłem nawet, gdy ona zwolniła przy wodopoju. Po pierwszych dziesięciu kilometrach trasa dokonała nagłego zwrotu i z łagodnie opadającej zmieniła się w łagodnie wznoszącą się. To co dla mnie okazało się dramatycznym wyzwaniem i karkołomną przeszkodą na niej nie zrobiło większego wrażenia. Na 11 kilometrze zwolniłem do marszu. Tam padły ostatnie słowa jakie zamieniliśmy.

Podczas, gdy ona zakończyła bieg nie wychodząc ze strefy komfortu, ja dosłownie runąłem na metę. Co tym razem się zmieniło? Jaka, poza pogodą była różnica? Dlaczego z taką łatwością poprawiła swój wynik aż o 30 minut? To proste.

  • Systematycznie biega 3 razy w tygodniu. Bez względu na pogodę.
  • Aktywnie uczestniczy w treningach, prowadzonych przez człowieka, który zna się na rzeczy.
  • Skacze, podnosi ciężarki, giba się na dmuchanych kulach na zajęciach ogólnorozwojowych w fitclubie.
  • Robi rozgrzewki.
  • Rozciąga się po biegu i masuje.
  • Pije różnego rodzaju zawiesiny o smaku, którego lepiej nie zapamiętywać.
  • Je śniadania.
  • Unika jak ognia cukru i zajada się bananami.

 

A ja? Dlaczego z takim trudem przełknąłem gorycz porażki? W końcu, przyznam to otwarcie, nadal jestem jej cieniem. Odpowiedź jest prosta. Wystarczy do wszystkich tych punktów dodać zaprzeczenie. Recepta na skrajne wyczerpanie, zakwasy, kilkudniowy ból i zranioną dumę gotowa. Ona skończyła nie tylko z czasem o 5 minut lepszym. Zajęła 3 miejsce w swojej kategorii wiekowej.

RockRun to jeden z najlepszych biegów w jakim kiedykolwiek starowaliśmy. Dało się to wyczuć od samego początku. Organizatorzy zadbali o wszystko. Ani razu podczas żadnego z 21 kilometrów nie poczułem ani obawy, ani irytacji. Puste drogi, liczne punkty z wodą i bananami. Stała obecność służb ratowniczych, którzy pojawiali się niemalże znikąd. Uśmiechnięci i chętni do pomocy kibice. Nawet wolontariusz rozwożący banany na rowerze. Doskonała atmosfera i niesamowity komfort. Do tego, jak wisienka na olbrzymim torcie, strefa finiszera na basenie.

 

  • Ewa

    Gratuluję wytrwałości! Trzymam kciuki, aby każdy kolejny wynik był coraz lepszy. Jak to mówią „trening czyni mistrza”.

  • Magda

    Gratuluję. Punkt za szczerość dot. Podejscia do biegania.

    • Dzięki! Szczerość to efekt dystansu i braku napinki. Dla mnie bieganie to zabawa, zabawa i jeszcze raz zabawa. No może czasem męska duma dojdzie do głosu 🙂 Pozdrawiam!

  • Dla mnie wszyscy co biegają zasługują na brawa, ponieważ wymaga to niezwykłej samodyscypliny. A każdy ukończony bieg, nie ważne czy marszem, czy truchtem na pewno daje niesamowitą satysfakcję i zadowolenie! 🙂 Podziwiam mimo wszystko!

    • Dziękuję 🙂 Pozdrawiam Cię również bardzo serdecznie!

  • Agnieszka Kubacka

    Gratuluję determinacji 🙂 Ja swego czasu także myślałam o biegach w maratonach, niesety jak do tej pory zaliczyłam tylko jeden 😉

    • TYLKO 1! Jak dla minie to aż 1 🙂 Ja się powoli przymierzam do maratonu i już mnie strach skręca! 🙂 Półmaraton to zaledwie wstęp do pełnego maratonu 🙂 pozdrawiam!

  • Kurczę! No genialny tekst! Przymmeirzam się do biegania od jakiegoś czasu. teraz co prawda czas się trochę odwlecze z powodu kontuzji. Marzy mi się bieg, na dychę, półmaraton, może maraton gdzieś tam, w odległej przyszłości… A że aktualnie spędzam większość czasu – no dobra, prawie cały czas – w pozycji leżącej lub siedzącej to już tylko widzę oczyma wyobraźni, jak ubieram buty biegowe, gdy stan ten ulegnie zmianie. I własnie dostałam taką drobną przestrogę. I jednocześnie krótki, wypunktowany poradnik, jak się do tego wszystkiego zabrać. Dzięki!

    • Dziękuję za miłe słowa. Bardzo mi miło 🙂 Sam jestem antyprzykładem zdrowego biegania. Naprawdę nie wiem jakim cudem nic mi się jeszcze nie stało. Dlatego tym bardziej chętnie dzielę się swoimi doświadczeniami. trzymam kciuki za powrót do zdrowia i liczę na to, że pochwalisz się swoim pierwszym maratonem 🙂 Pozdrawiam!

  • Rozumiem potrzebę ruchu, adrenaliny i współzawodnictwa, ale osobiście nigdy mnie nie kręciło bieganie, a im większy nacisk na „modny” sport, tym większy mój dystans, poparty przekorną naturą i problemami z biodrami 😂

    • Bieganie nie jest zdecydowanie dla tych, którzy go nie lubią. A problemy z biodrami są bardzo poważną przeszkodą. Sam nie jestem zwolennikiem mody, ale ta akurat mnie pochłonęła i nie mam zamiaru jej sie opierać 🙂 Pozdrawiam!

  • Gratulacje! Planuję półmaraton na przyszły rok i wierzę, że się uda 🙂 Może to doświadczenie da Ci kopa do regularnych treningów? Podobno nic bardziej nie motywuje mężczyzny niż jego urażona duma 😀 Życzę powodzenia, bieganie jest fantastyczne!

    • Oj da kopa, da 🙂 A co do półmaratonu, to rok wystarczy. Dasz radę spokojnie. Zwłaszcza, że nikt nikomu nie każe przebiec tego dystansu ani w określonym czasie, ani bez zatrzymywania się. Ja do nie wyobrażam nie zrobić sobie pauzy przynajmniej raz. Dla mnie to zbyt duży wysiłek 🙂 Pozdrawiam!

  • Jak miło mi się czyta takie wpisy, bo jestem w stanie sobie to wyobrazić. Te wszystkie emocje, ci ludzie dookoła. Coś pięknego. Zazdroszczę!

    • Dzięki 🙂 Uwielbiam biegi zorganizowane. Zwłaszcza teki, które powstają z potrzeby wielu serc, a nie tylko dla nabicia kasy. To czuć. Zwłaszcza w Jarocinie, które jest moim rodzinnym miastem 🙂

  • Hmm… ona? Chyba w niedzielę skopię Ci tyłek jeszcze mocniej 😀

  • Świetnie to opisałeś. Już widzę Twój tęskny wzrok podążający za łanią Yv i to jak widzisz tylko podeszwy jej butów… 🙂 🙂 bomba.

    ps. wyciągnąłeś jakies wnioski z tego biegu? To znaczy…. robisz wszystko to co Yv? 🙂

    • Taaaak 🙂 Prawie wszystko 🙂 Wiesz ze ja mam swoje tempo zmian. Na razie zmieniam garderobę. Jestem pewien ze kolor getrów ma ogromny wpływ na efekt. Potem reszta 😂 Pozdrawiam!

  • Paulina Krawczyk

    Jestem pod wrażeniem jak ktoś ma pasję w której się realizuje

  • Gratulacje! I biegne po banana, tez ostatnio odstawilam cukier i bardzo mi z tym dobrze 🙂

    • Hahaha 😀 Kilka razy musiałem przeczytać to, co napisałaś żeby zatrybić o co chodzi 😀 Mam nadzieję, że dobiegłaś cała i zdrowa 😛 Pozdrawiam!

  • Gratulacje! Każdy ma swój potencjał i swoje cele – nie każdy musi kończyć na „pudle”! Sam fakt, że bierzesz udział w biegach już zasługuje na szacun. Każdy kilometr to kolejny krok w dbaniu o swoje zdrowie (chociaż czasami po biegu dochodzi się do siebie przez tydzień ;)). Jeszcze raz gratki!

  • Wow!

    Sama bym chciała kiedyś przeżyć podobną imprezę. Ale dopiero zaczynam. Wszystko przede mną!

  • Weronika Bogusia Ossowska

    Podziwiam odwagę i samozaparcie. Ja nie dałabym rady. Gratuluję sukcesu i życzę następnych! 🙂

  • Jeszcze kilka razy wpadnę do Ciebie i wrócę do biegania. Maratony jednak nie dla mnie, bo fanka biegania to ze mnie średnia. No ale półmaraton to bym sobie strzeliła. Czy lepiej nie, bo to już prosta droga do maratonu? 😉