Bieganie | Lifestyle

Półmaraton Chomika

21 grudnia 2017

10 Wyzwań w 51 Dni. Wyzwanie #4.
To wyzwanie było czystym szaleństwem od samego początku. Odkąd wpadłem na ten pomysł, tak naprawdę, do końca nie wierzyłem, że się uda. 21 jeden okrążeń dookoła stawu, w miejskim parku? Po asfaltowej i wyłożonej kostką ścieżce? W połowie grudnia po 17:00? Mission impossible przy tym to jak zjazd na jabłuszku z osiedlowej górki.

Pomysł powstał w momencie, gdy pokonywałem kolejne kółko w moim ulubionym parku na Młynku w Łodzi. Pisałem o nim niedawno, we wpisie Dookoła. Na Okrągło. Często tam biegam i rzadko odczuwam znużenie nudną, za łatwą, ekstremalnie przewidywalną trasą. Pokonując kolejny kilometr pomyślałem, że może by tak wyjść poza szablon i stworzyć wyzwanie, które nie będzie wiązało się z nazbyt dużym wysiłkiem fizycznym, a jego istotą będzie wytrzymałość psychiczna?

Jak szybko na pomysł wpadłem, tak szybko postanowiłem o nim zapomnieć. Niestety jestem osobą, która nie ma kontroli na własnymi emocjami. Pomysł nie tyle wrył się w moja pamięć, ile wywołał uczucie, które ma znaczący wpływ na większość podejmowanych przeze mnie decyzji. Niepokój. Graniczący z rozdrażnieniem, nurtujący, odbierający mozliwośc racjonalnego myślenia. Z rozsądkiem zresztą ten bieg nie miał nic wspólnego od pierwszych chwil. Za bardzo się więc nie przejąłem. Jedyne co pozostawało, to przekonać jeszcze do niego… kogokolwiek.

Krótka rozmowa z Ewą, strona z wydarzeniem na Faceooku, rozmowy z zaproszonymi osobami sprawiły, że pomysł już po kilku dniach nabrał realnych kształtów. Data, godzina, pakiety startowe, ciasto w posiłku regeneracyjnym, ciepłe napoje i… wielka niespodzianka. Najwspanialszy doping na świecie! Bieg, bowiem, nie dość że się odbył to został uświetniony obecnością Agnieszki. Naszej biegowej koleżanki, która przeszła ostatnio operację i nie mogąc biegać stawiła się na starcie z wuwuzelą, klaskaczką i w czerwonej peruce. Kibicowała na dokładnie przez 10 minut i 51 sekund, dokładając tym samym swoją cegiełkę do akcji, którą prowadzi Ewa (Przygoda Yvette).

Bieg zakończyliśmy w tempie ekstremalnie konwersacyjnym, cały czas rozmawiając i bijąc nasze osobiste rekordy. Nikt z nas nigdy nie przebiegł na Młynku więcej iż 1o km, a Darek pokonał pierwszy raz w swoim życiu dystans półmaratonu! Było, pomimo obłędu w oczach, wspaniale! Bieg pozostawił w nas wielką radość i ufność w to, że za jakiś czas do tematu wrócimy.

Dziękujemy wszystkim, którzy w biegu uczestniczyli oraz tym, którzy nie mogli z nami tego zrobić. Wasza obecność fizyczna i duchowa daje nam silę do dalszego działania. W końcu świat się nie kończy, a my wiemy już, że z Wami możemy prawie wszystko. Bądźcie czujni. Nigdy nie wiadomo kiedy Kierzki zapukają do Was z kolejnym szalonym pomysłem!

Po obejrzeniu filmu nie zapomnij wejść na stronę zbiórki i wpłać kilka złotych. Potem pobiegnij z radością do domu, otaguj swój wyczyn na social media i dołącz do teamu #mamcel_1051!