Lifestyle

Super Człowiek!

28 października 2017
Byłem pewien, że morsowanie to czynność zarezerwowana do wybrańców.
Spadanie na sznurku. Latanie z materiałem. Wyścigi na zwierzętach. Szybka jazda. Zjazdy na deskach. Wdrapywanie się po ścianie. Skoki ciśnienia. Przyspieszenie oddechu. To nie dla mnie. Jest taki wycinek rzeczywistości, która mnie po prostu nie interesuje. Przeraża mnie sama myśl o tym, że mógłbym znaleźć się w niewoli grawitacji, rosnącej prędkości czy instynktu samozachowawczego. Jednakże…

Jedynym sportem ekstremalnym jaki chcę uprawiać, jest ekstremalne zadowolenie ze zwykłości. Codzienne, szare, zwykłe, pozbawione fajerwerków. To elementy definicji mojego życia. To też kwestia mojego wyboru. Próbowałem wielu czynności wywołujących niekontrolowany skok poziomu hormonów, ale żadna z nich nie wywołała we mnie chęci powtórki. Nie odczuwałem z tego powodu ani zadowolenia, ani radości. Jednakże…

Jednakże, jak mawiali moi dawni koledzy z poprzedniej pracy Każdy ma jakieś notabene. Pomimo pokaźnej ilości wywołanego przerażeniem potu, czułem że nie spróbowałem jeszcze dostatecznie wszystkiego. Nie mogę napisać, że nie wiedziałem czego. Wiedziałem od samego początku. Od lat. Co najmniej od dwóch dekad.

Kąpiel w przeręblu, w temperaturze powietrza spadającej dużo poniżej zera. W wodzie którą tylko kilka sekund dzieli od zamarznięcia była moim celem od lat. Podziwiałem, obserwowałem, chciałem. Nic z tym jednak nie robiłem. Żyłem w przekonaniu, że to nie dla mnie. Byłem pewien, że morsowanie to elitarna czynność zarezerwowana do wybrańców. Sam z siebie nie podejmowałem jednakże żadnego wysiłku, by te przekonania zweryfikować.

Jakże wielkim było dla mnie zaskoczeniem, że kąpiel w bardzo zimnej wodzie, przy bardzo niskiej temperaturze powietrza to po prostu kąpiel w bardzo zimnej wodzie, przy bardzo niskiej temperaturze! Nic więcej. To nie rytuał, nie obrzęd, nie misterium, nie sekretna wiedza przekazywana w ezoterycznym kręgu wyselekcjonowanych nadludzi.

Żeby uprawiać morsowanie tak naprawdę nie trzeba niczego innego poza pragnieniem wykonania tej czynności. W moim wypadku to pragnienie pielęgnowane było przez całe dekady, więc od samego początku do samego końca nie miałem problemu z motywacją. Od chwili, w której pojawiła się realna szansa na przebicie się przez lód i zanurzenie w płynnych żyletkach, aż do momentu, w którym mój stoper pokazał około 90 sekund. Motywacja nie jest wieczna.

W praktyce morsowanie ma kilka warunków. Prostych przedmiotów i niewyszukanych czynności. Dzięki nim kontakt z ekstremalnym dla organizmu ludzkiego otoczeniem jest nie tyle bardziej przyjemny, ile mniej uciążliwy.

Konieczne jest więc zaopatrzenie się w:

  • Strój kapielowy
  • Nakrycie głowy
  • Rękawiczki
  • Okrycie stóp (gumowe lub neoprenowe buty do wody)
  • Coś pod stopy (karimata, folia)
  • Duży ręcznik lub szlafrok
  • Suchą, ciepłą odzież
  • Ciepły posiłek

 

Narzędzia to podstawa. Niezbędna jest jeszcze taktyka. Ta jest równie prosta i opiera się na prostej zasadzie: nic na siłę. W pierwszej kolejności należy oczywiście wybrać miejsce i towarzystwo:

  • Morsować można wszędzie tam gdzie można się kąpać. Wybierać więc należy miejsca bezpieczne i wygodne. Jeziora, stawy, rzeki, kąpieliska. Nie ma znaczenia. Ja osobiście lubię łagodne zejście do wody przez piaszczystą plażę, jednakże wiem że nie brakuje amatorów wchodzenia do wody przez wykutą w lodzie dziurę, z pomostu czy urwistego brzegu.
  • Towarzystwo ma natomiast podwójne znaczenie: poczucie bezpieczeństwa i zabawa. Nie wolno morsować samotnie. Dobrze jest zacząć morsować z osobami doświadczonymi. Najlepiej z klubowiczami. Tych nie brakuje. Bardziej kameralne, kilkuosobowe kąpiele, dobrze planować z przynajmniej jedną osobą, która wie co robi. Bardzo praktycznym rozwiązaniem, z wielu względów, jest obecność przynajmniej jednej osoby, która się nie kąpie. Przypilnuje rzeczy, dorzuci drewna do ognia, przytrzyma ręcznik przy przebieraniu czy wezwie pomoc w razie potrzeby.

 

Zaopatrzony w sprzęt mors, który wybrał miejsce i otoczył się przyjaznymi oraz doświadczonymi osobami może w końcu przystąpić do spełnienia marzenia swojego życia. Algorytm jest równie prosty:

  1. Przebranie
  2. Rozgrzewka
  3. Kąpiel
  4. Suszenie
  5. Przebranie
  6. Dogrzanie

 

Zasady realizacji tych punktów nie powinny nastręczać żadnych problemów. Przebrać należy się blisko wody, pozostawiać ubrania w widocznym miejscu. Powrót musi być szybki i skuteczny. Rozgrzewka powinna trwać kilkanaście minut i ma objąć całe ciało. Bieg nie jest przesadą. Kąpiel ma trwać tyle ile Ty zadecydujesz. Początki nie mogą być zbyt długie. 30-40 sekund to wystarczający czas, który będzie można w przyszłości wydłużyć. Pierwsza kąpiel to wejście do wody tak, by zanurzyć się poniżej serca, nie moczyć dłoni i głowy. Zanurzenie do wysokości piersi, wyżej niezalecane. A samo moczenie stópek to nie morsowanie – Jak mówi doświadczony mors, mój dobry znajomy, Jacek. Suszenie natychmiast po wyjściu z wody. Należy niezwłocznie okryć się suchym ręcznikiem lub szlafrokiem i zdjąć jak najszybciej mokry kostium. Można też przed suszeniem, rozgrzać się krótka przebieżką. Przebranie w suche i ciepłe ubrania to moja ulubiona część i nikt nie musi mnie przekonywać, że jej wykonanie na tym etapie jest niezbędne. Ciało należy na koniec dogrzać. Najlepiej ciepłym posiłkiem. Płyny, jakiekolwiek, wychładzają.

Ważne jest by nie pomylić kolejności tych punktów. Może to skutkować utratą chęci do kolejnego kontaktu z za zimna wodą przy zbyt niskiej temperaturze.

Pierwszy raz morsowałem wraz z klubem. Kąpiel poprzedzał 2,5 kilometrowy bieg i profesjonalnie poprowadzona rozgrzewka. Na brzegu czekała na mnie Ewa, więc po wyjściu z wody w ciągu kilku sekund wytarłem się i przebrałem. Organizator zadbał o koksowniki i ciepły, tłusty barszczyk. Do domu wróciłem cały i zdrowy. Jedyne o co nie zadbałem to podkładka pod nogi. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie te kilka najdłuższych minut w moim życiu. Boso na cienkiej folii, rozłożonej na zmarzniętym śniegu. Buty zostały w samochodzie.

Szczegóły mają znaczenie. Nic nie jest w morsowaniu przesadą. W końcu to sport ekstremalny. Świadome wychodzenie ze strefy komfortu zawsze obciążone jest dużym ryzykiem. Ciepły posiłek, ubranie, piankowa karimata są niezbędne. To wsparcie i gwarancja bezpieczeństwa. W końcu zanim skoczysz głowa w dół, przypięty do elastycznej liny, sprawdzasz czy ta lina wytrzyma ciężar kilkukrotnie większy niż Twój.

Świadomie nie rozpisuję się na temat emocji, jakie towarzyszą mi podczas kąpieli w lodowatej wodzie. To tak złożone zjawisko,  że bardzo trudno je opisać. Umiem to oczywiście zrobić, ale nie chcę. Boję się, że mógłbym kogokolwiek namówić. Sam podjąłem decyzję o morsowaniu i daleki jestem od tego, by kogokolwiek przekonywać.

Konkluzja

 
Nie masz absolutnej pewności, że Twój stan zdrowia na to pozwala – nie rób tego. Nie masz przekonania – nie rób tego. Czujesz się namówiona/namówiony – poczekaj rok lub dwa. Decyzję o kontakcie z bardzo zimna wodą zawsze podejmuj na chłodno. Z dystansem i dużą dawką zdrowego rozsądku. W końcu zdrowie to podstawa.

  • KamykiOnTour

    Miałam napisać – że ja nigdy w życiu nie zamorsuje… ale o blogu też mówiłam nigdy w życiu… więc może napiszę lepiej, czas pokaże 🙂

    • Hahahaha 😀 Ja się zarzekałem jakiś czas temu, że nie będę biegał dalej niż 5km. To nie dla mnie, to bez sensu, strata czasu… A co teraz? Nie namawiam Cię i nie próbuję przekonać. Czas pokaże 😛 😀 Dziękuje za wizytę i komentarz!

      • KamykiOnTour

        otóż to! pozdrowienia! 🙂

  • Polecam się jako support ręcznikowy 😀

    • Ekstra! To kiedy nad morze jedziemy? 😛

      • na razie – w tak zwanej bliżej nieokreślonej przyszłości.

        P.S.
        Konkulzja… 😀

  • kiedyś się przełamię i do tego!

    • Nie namawiam. Nie namawiam. Nie namawiam 😛 😀

  • o mamo!!! Morsowanie to dopiero dla mnie ekstremum! Pozostanę przy moich skokach spadochronowych 😉

    • O matko!!! Skoki spadochronowe!!! Never! Wolę morsowanie 😛 😀 Pozdrawiam!

  • BRRRR!! Aż mam ciarki jak o tym czytam! Wariat! 😀

  • Dzięki Ci za ten wpis, natomiast czy moja żona Ci za ten wpis podziękuje to nie wiem, bo poczyniłem pewne plany… 😛 Ale ciiii, ona się nie dowie skąd ten mój nowy pomysł 😉

    • Hihihi 😂😂😂 Ani mru mru 😂 Czekam na relacje! Pozdrawiam!

  • Nie uprawiam aktualnie zadnego sportu, a morsowanie to mnie przeraża na samą myśl. Jestem cieplolubem 😃

    • Doskonale rozumiem. Ale tez uwielbiam ciepło. Po kilku minutach w lodowatej wodzie kocham je jeszcze bardziej! 😜

  • Morsowanie uzależnia. W tym sezonie wracam do gry 😉

    • A może… Co Ty na to? 😜 Często bywasz w Łodzi?

      • Jeśli bywam to w Lisowicach pod Łodzią, a w samej Łodzi to psiapsióły na Off-ie i okolicach.

        • Ok. Jak będę wybierał się ze znajomymi na kąpiel w przeręblu to dać Ci znać? My Pabianice, Konstantanów, Turek ewentualnie Łeba 😛 😀

          • Haha, spory rozstrzał. Możesz dać znać, ale będę szczera – do Pabianic jadę na cmentarz i do rodziny zwykle, a w Łodzi nie w głowie mi morsowanie. Do domu za daleko.

  • Szczerze podziwiam i gratuluję odwagi! Ja na samą myśl o tym zamarzam.

    • Spoko! Każdy tak mówi, a potem chce jeszcze 😀 Pozdrawiam Moniko i dziękuję!

  • Marek Minimalista

    Lodowata woda – praktykuje chociaż jeszcze do „morsowania” mi pewnie daleko.

    • Też zaczynałem od zimnego prysznica. To bardzo dobry wstęp. Z ludźmi, na świeżym powietrzu jest jednak o wiele fajniej 😀

      • Marek Minimalista

        Lodowata woda w postaci zimnego prysznica – już weszła mi w nawyk i jest codziennością. Przy okazji pobytu w górach praktykuję – górskie „strumyki” chociaż przyznaję, że są to zdecydowanie, krótkie kąpiele ;).

        • No to jesteś lepiej przygotowany ode mnie 🙂 Morsowanie to tez chwila. Przekonany? 😛

  • Michał Woroniecki

    Ziiiiiimno:) To nie dla mnie:))

    • Zimno, ale tylko przez chwilkę 🙂 Potem jeszcze bardziej 🙂 😛 Pozdrawiam!

  • Podziwiam! Choć nie cierpię gorąca i upałów, jestem jednocześnie strasznym zmarzluchem i nie wiem, czy bym się odważyła. Chociaż, po przeczytaniu Twojego wpisu, wydaje mi się to o wiele prostsze: wskakujesz do wody i już (oczywiście po rozgrzewce, itd.). Grunt to nie myśleć, tylko działać 🙂 Może spróbuję 🙂

    • Może w morzu? Niech chociaż aura będzie magiczna 😀 Ja marzę o morsowaniu w morzu 😀 Pozdrawiam!

  • Coś mi się wydaje, że chyba prędzej polatałabym z materiałem 😉 Chociaż z drugiej strony Twoje oczka na zdjęciu mówią do mnie i próbują mnie przekonać, że lubiłabym, hihi.

    • Szykuj się na święta. Nie myśl, że nie skorzystam z okazji chlusnąć w Tamizie 😛

  • Generalnie nie mam nic przeciwko niskim temperaturom o ile jestem na nie odpowiednio wcześniej przygotowany, ale woda ( o ile nie jest to lato w Polsce i nie jestem nad morzem) powinna być w przystępnej dla mnie temperaturze. Ja bym się chyba po tej minucie grzał przez następną godzinę. Podziwiam!

    • Chłód znika, a chwała zostaje na całe życie 😀 Pozdrawiam!

  • Justyna Zimny-Frużyńska

    Nie lubię ani niskich temperatur ani tych bardzo wysokich, gdybym miała wybierać to jednak wolałabym te wyższe. Jednak gratuluję za swoistego bzika!

    • Dziękuję 😀 „Bzik” to idealny wyraz 😛 Pozdrawiam!

  • Podziwiam! Ja jestem totalnie ciepłolubna, w moim przypadku coś takiego nie miałoby racji bytu.

    • No i super 😀 Nie każdy musi. I to jest piękne! Jak zmienisz zdanie, to będziesz wiedziała gdzie szukać informacji 😀 Pozdrawiam!

  • Zdecydowałabym się jedynie ze względu na właściwości zdrowotne. Każdy inny aspekt przyprawia mnie o dreszcze. Lubię swoje komfortowe cieplutkie gniazdko.

    • Wiesz jaka motywacja jest najlepsza? Skuteczna 😀 A lekarstwo nie musi smakować, tylko przynosić efekty 😀 A efekt jest gwarantowany! 😀 Pozdrawiam!

  • „Jedynym sportem ekstremalnym jaki chcę uprawiać, jest ekstremalne zadowolenie ze zwykłości.”
    Popieram :))

    I kradnę / pożyczam to hasło: „Każdy ma jakieś notabene” :))

    • Hahahah 🙂 Hasło jest genialne 😀 Nie moje. Sam je pożyczyłem 😛 Pozdrawiam!

  • O matko święta aż mi się zimno zrobiło haha! Ja za swoje wielkie osiągnięcie uważam codzienne marsze/biegi mimo średniej listopadowej pogody. Tez można czasami zmarznąć! 😀

    • Zimą można bardzo zmarznąć nawet podczas biegania 🙂 Morsowanie trwa znacznie krócej, a daje o wiele więcej radości 😀 Rachunek jest bardzo prosty! satysfakcja z pokonania oporu ciała jest bezcenna! 🙂

      • Ja codziennie pokonuję opór ciała wychodząc na jesienne bieganie!!! 😀

  • Holly Lu

    Ja takich ludzi oglądam z podziwem, szczególnie zimą.

    • Rozumiem doskonale. Ja podziwiam czytających książki. Książek mam całą pułke, ale po żadną nie sięgam 🙂 Kwestia wyboru. pozdrawiam!

  • Niedzielnykucharz.pl

    A chudzielce też mogą?;) szacun za zmiane filozofii życiowej i otwarcie sie na nowości 🙂

    • Morsowanie nie wyklucza. Morsowanie rozumie. Nawet osoby bardzo szczupłe mogą morsować 🙂 Oczywiście w tonie żartobliwym, ale potwierdzam, że tylko przeciwwskazania zdrowotne wykluczają. O to zapytaj swojego lekarza 😀 Pozdrawiam!

  • Mirka

    Bardzo mądrze napisany tekst. Zawsze mnie zachwycało morsowanie, ale chyba sama się nigdy na to nie zdecyduję. Gdybym jednak zmieniła zdanie – na pewno wrócę do Twojego wpisu 🙂

    • Bardzo dziękuję 🙂 W końcu moim zamiarem nie było Cię zachęcić, ale udzielić informacji, które pomogą Ci gdybyś zmaniła zdanie ;D Pozdrawiam!

  • Niedzielnykucharz.pl

    Podziwiam Cię! Serio!!:)))

    • Dziękuję, ale naprawdę nie ma powodu 😀 To jedno z wielu zajęć, które można robić aby poczuć pełnię życia 🙂 Ja np. bardzo boję się szybkiej jazdy samochodem 😀 Pozdrawiam!